„Panie Białego Domu” - recenzja

Recenzja książki „Panie Białego Domu”.
Przybliżenie sylwetek wszystkich Pierwszych Dam Ameryki i kopalnia informacji o kobietach, które w dużym stopniu wpływały i wpływają na historię Stanów Zjednoczonych.

Napisanie książki o kilkudziesięciu żonach prezydentów światowego mocarstwa to niełatwa sprawa. Nie mam wątpliwości, że to długie, długie miesiące pracy archiwalnej oraz zapoznawania się z tematyczną literaturą. Tym większy ukłon w stronę autora: Longina Pastusiaka – politologa i amerykanisty, który podjął się tego zadania i z taką starannością je wykonał. Dzięki jego ogromnemu wysiłkowi zyskujemy bowiem wspaniałe, literackie portrety Pań Białego Domu, począwszy od Marty Waszyngton, a na Michelle Obamie skończywszy.

Pokaźna, ponad ośmiusetstronicowa lektura dostarcza mnóstwa wiedzy na temat First Ladies, ich życiorysów, zajęć, dokonań, wpływu na mężów i państwową politykę, stylu życia, zachowań, charakterów, wyglądu i długo by jeszcze wymieniać. Nie brakuje w publikacji faktów historycznych ani politycznych, ale autor nie stroni też od informacji obyczajowych, zdradza tajniki pożycia małżeńskiego par prezydenckich, wychowywania dzieci przez sprawujących najwyższy urząd w państwie, pisze o ludziach skupionych wokół rządzących Stanami Zjednoczonymi itp. W książce poczytać więc można zarówno o historii i polityce, jak i o życiu prywatnym osób pełniących ten zaszczytny urząd. Oba oblicza publikacji świetnie się ze sobą komponują i równoważą. Nie brakuje ciekawostek, skandali, absurdów i całej różnorodności życia. Dzięki lekturze prześledzić możemy rozwój Stanów Zjednoczonych i ogrom zmian zachodzących w tym państwie, ale również metamorfozy funkcji żon amerykańskich przywódców: od organizatorki przyjęć i gospodyni Białego Domu do zastępcy prezydenta. Z biegiem lat pozycja First Lady bardzo się przecież umacniała, a jej kompetencje bardzo rozszerzały. Rola małżonek przywódców Stanów Zjednoczonych nie kończyła się już tylko na parzeniu herbatek gościom i dbania o wystrój Białego Domu. Presidentess zaczęły mieć wpływy na politykę (także międzynarodową), a z ich opinią zaczęło liczyć się miliony Amerykanów. Pierwsze Damy stały się osobistościami publicznymi na szeroką skalę, ikonami mody, kreatorkami nowych zwyczajów, ambasadorkami praw kobiet i równouprawnienia. First Ladies bywają partnerami prezydentów, a jednej z nich nawet zamarzył się najwyższy urząd w państwie. Wszystkie te przemiany i szczegóły prześledzić możemy w publikacji wydawnictwa Bellona. Wystarczy tylko nabyć dzieło i zagłębić się w jego lekturze.

Kto nie lubi książek historycznych, nie ma po co sięgać po: „Panie Białego Domu”, ponieważ znudzi się już po trzeciej, czwartej biografii First Lady. Miłośnicy czytania o minionych dziejach i ci, którzy chcą  poszerzyć swoją wiedzę na temat Pierwszych Dam i Stanów Zjednoczonych, znajdą jednak w publikacji prawdziwą, literacką żyłę złota: usystematyzowane życiorysy kobiet, które były i są, mimo upływu czasu, wizytówką Białego Domu. Zbyt mało jest z pewnością wzmianek o First Ladies w podręcznikach do historii i wskazywania ich różnorodnych zasług. Książka Longina Pastusiaka w jakiś sposób czytelnikom to rekompensuje. Zapewnia też „wstęp wolny” do pilnie dzisiaj strzeżonej rezydencji prezydentów USA. Od nas tylko zależy, czy skorzystamy z tej „przepustki”. Na pewno warto.

Iwona Trojan
(iwona.trojan@dlalejdis.pl)

Longin Pastusiak: „Panie Białego Domu”, Warszawa, wydawnictwo Bellona, 2016



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat