Patagonia to sporych rozmiarów kraina geograficzna w Ameryce Południowej. Położona jest na terenie Argentyny i Chile. Tam właśnie udała się polska para marzycieli podróżniczych. Na motorach BMW F650. Śladem polskich emigrantów, którzy w 1939 roku wypłynęli do Argentyny na statku „Chrobry”. Zabrali ze sobą m.in. radziecką kuchenkę sprzed ponad 40 lat, świeżo zrobione prawo jazdy na motocykl pani Wiesławy, listę pasażerów „Chrobrego”, mnóstwo zapału i wiary, że się uda. Udało się!
W ciągu 200 dni spędzonych w tej budzącej podziw podróży przejechali ponad 20 tysięcy kilometrów. Po drogach i bezdrożach. W upale i deszczu. W błocie, mgle i chłodzie. Ich przygoda w objeżdżaniu Patagonii trwała ponad 7 miesięcy. Jak przyznają w swojej książce: tego, co zobaczyli, nikt im już nie odbierze. I mają rację.
„Życie z motorami nie było wcale takie proste, jak nam się wcześniej wydawało. Dawały za to ogromną swobodę wyboru kierunku i czasu, w którym chcieliśmy jechać. Przyciągały również wzrok i uwagę spotykanych ludzi. Praktycznie w każdym miejscu, gdzie się zatrzymywaliśmy, zawsze był ktoś, kto chciał z nami porozmawiać”.
Podróż po Ameryce Południowej zapewniła bohaterom wiele wyzwań: „wciskający się wiatr, psujące się motocykle, problemy na drodze, te małe porażki i problemy doprowadzały nas codziennie do kolejnej niewiadomej, która czekała na każdym odcinku drogi”. Każdy dzień był dla państwa Rudziów sprawdzianem charakterów i wytrzymałości fizycznej, niesamowitą przygodą, czerpaniem z tego, co ich otacza, poznawaniem Patagonii, lokalnych społeczności, ale i swoich możliwości i ograniczeń. Podróżnicy poznawali nie tylko zabytki i ciekawe obiekty, które przykuwały ich wzrok, ale także miejscowe tradycje, lokalną kuchnię oraz specyfikę krajów, przez które przejeżdżali. „W Argentynie trzydzieści kilometrów to tyle co u nas przejechać na drugą stronę ulicy”.
Wszelkie niedogodności rekompensowała polskim obieżyświatom życzliwość spotykanych po drodze ludzi oraz południowoamerykańska przyroda: „czasem brakuje słów, by opowiedzieć, jak piękne są krajobrazy w Argentynie, jak ciekawa jest przyroda i jakie bajeczne formy tworzy tutaj natura”. „Pomimo, że często byliśmy mocno zmęczeni fizycznie, za nic nie zrezygnowalibyśmy z tego wszystkiego”. „Nasza podróż ekscytowała nas każdego dnia”. „I pomyśleć, że człowiek jedzie na koniec świata, męczy się cały dzień, przeżywa katusze w czasie zjazdu przerażającymi drogami i jest szczęśliwy”.
Autorzy „Pod niebem Patagonii” oprócz zaznajamiania się z coraz to nowymi zakątkami Ameryki Południowej, wszędzie gdzie tylko przebywali, szukali śladów polskości. Znajdowali je w różnych przedziwnych miejscach. „Na budynku stacji, gdzie było pełno naklejek motocyklowych, odnaleźliśmy w tłumie tę jedyną: „Gdynia, moje miasto”.
Wybaczcie drogie czytelniczki, że tyle cytatów z „Pod Niebem Patagonii’, ale są także książki, które przemawiają same za siebie. Motocyklowa wyprawa do Ameryki Południowej państwa Rudziów jest właśnie takim utworem. Sam tekst, okładka oraz przepiękne zdjęcia z wyprawy zamieszczone w książce są na tyle wymowne i pasjonujące, że właśnie autorskimi wrażeniami państwa Rudziów zachęcam Was, drogie czytelniczki portalu dlaLejdis.pl do literackiej podróży po Patagonii. Miłośnicy „ruszania przed siebie” powinni być tą lekturą naprawdę oczarowani. Ja jestem, bo wyczyn państwa Rudziów naprawdę robi wrażenie.
Iwona Trojan
(iwona.trojan@dlalejdis.pl)
Wiesława Izabela Rudź, Krzysztof Rudź: „Pod niebem Patagonii”, Gdynia, wydawnictwo Novae Res, 2015
Komentarze