To nie jest książka o tym, jak stać się kimś lepszym w prostym, poradnikowym sensie. Bardziej przypomina rozmowę przy przygaszonym świetle, podczas której ktoś cierpliwie mówi: zobacz, to też jesteś Ty.
Punktem wyjścia jest cień, pojęcie kojarzone przede wszystkim z Carlem Gustavem Jungiem. Ciekawostka: cień nie oznacza wyłącznie „zła” ukrytego w człowieku. To raczej wszystko to, czego nie chcemy w sobie widzieć, bo nie pasuje do naszego starannie wypolerowanego autoportretu. Gibas pokazuje, że cień może odezwać się w chwili stresu, konfliktu, zazdrości czy poczucia odrzucenia, ale może też przechowywać energię, odwagę, spontaniczność i pragnienia, które kiedyś schowaliśmy, aby łatwiej nas było zaakceptować.
Największą siłą tej książki jest szeroka perspektywa. Autor nie zatrzymuje się na psychologicznym haśle modnym w mediach społecznościowych, lecz prowadzi czytelnika przez konteksty społeczne, kulturowe, filozoficzne i duchowe. Dzięki temu „cień” przestaje być abstrakcyjnym terminem i przypomina domownika, którego istnienie wyparliśmy ze świadomości. Widać go w relacjach, w pracy, w rodzinnych schematach, w sposobie reagowania na krytykę, w potrzebie kontroli, w nagłych wybuchach i w tych wszystkich momentach, po których mówimy: „to nie byłam ja”. Gibas odpowiada: być może właśnie wtedy byłaś sobą, tylko tą częścią, której nie zaprosiłaś jeszcze do stołu.
Książka ma charakter popularnonaukowy i rozwojowy, ale nie ucieka w tanią obietnicę cudownej przemiany. Jest raczej latarką, którą trzeba trzymać samodzielnie, nawet jeśli światło pada na coś niewygodnego. Autor pisze przystępnie, obrazowo, miejscami tekst przypomina niemal wykład, ale bez chłodu akademickiej sali. Czytelnik dostaje język, którym może nazwać to, co dotąd było tylko niejasnym napięciem pod skórą. Wiele emocji traci część niszczącej siły dopiero wtedy, gdy przestają być bezimienne.
Gibas mocno akcentuje społeczny wymiar cienia. Nasze wyparte części nie siedzą grzecznie w kącie psychiki. One wychodzą do ludzi. Potrafią ranić, psuć rozmowy, sabotować bliskość, zamieniać zwykłą różnicę zdań w pole bitwy. W tym sensie pojednanie z cieniem nie jest narcystycznym projektem „ja dla siebie”, ale aktem odpowiedzialności wobec relacji. To trochę jak strojenie instrumentu przed wspólnym koncertem: robię to dla siebie, ale fałsz słyszą też inni.
Nie wszystkie fragmenty czyta się jednakowo lekko. Miejscami książka wymaga skupienia. To lektura bardziej do podkreślania, odkładania na bok i wracania po kilku dniach niż do połknięcia w jeden wieczór. Jej rytm przypomina wędrówkę przez las po zmroku: czasem ścieżka jest jasna, czasem trzeba zwolnić, a czasem coś zaszeleści tak blisko, że człowiek odruchowo chce zawrócić.
Na plus działa także odczarowanie samego pojęcia „mrocznej strony”. Gibas nie demonizuje człowieka. Nie mówi: masz w sobie potwora. Raczej pokazuje, że potworem staje się najczęściej to, co przez lata trzymamy w zamknięciu. Cień, z którym nie rozmawiamy, zaczyna mówić za nas. Cień zauważony może stać się informacją, kierunkowskazem, a nawet źródłem siły. To jedna z najcenniejszych, najbardziej uwalniających myśli tej książki.
„Pojednanie z cieniem” szczególnie polecam osobom zainteresowanym psychologią, autoterapią, relacjami oraz świadomą pracą nad sobą. To dobra książka dla tych, którzy czują, że w trudnych sytuacjach reagują inaczej, niż chcieliby; dla osób po terapii lub w jej trakcie; dla czytelników lubiących Junga, mindfulness i refleksję nad emocjami. Nie zastąpi terapii, ale może być pomocną mapą. A czasem taka mapa wystarczy, by przestać bać się własnego lasu.
Joanna Sieg-Ulanowicz
Jarosław Gibas, „Pojednanie z cieniem. Jak zaakceptować mroczną stronę naszej osobowości i przejąć nad nią kontrolę”, Wydawnictwo Sensus, Gliwice, 2026.
Komentarze