„Sekrety francuskiej kuchareczki” - recenzja

Recenzja książki „Sekrety francuskiej kuchareczki”.
Aby spełnić marzenie o pracy jako korespondentka zagraniczna w gazecie marzeń, Marie wywraca swoje życie do góry nogami i wyjeżdża do Australii. Tam poznaje pewnego przystojnego Australijczyka...

Dla Marie, Francuzki z krwi i kości podróż do Australii to jak lot na koniec świata. Aby rozwinąć swoją karierę, bohaterka „Sekretów francuskiej kuchareczki” decyduje się jednak osiedlić na jakiś czas w tym kraju. Zadomowienie się w egzotycznym i tak różnym od jej ojczyzny państwie nie jest jednak wcale dla Marie łatwe. Dziwią ją tutejsze zwyczaje, mentalność Australijczyków, brakuje jej francuskiej kuchni, rodziny oraz znajomych. Tęsknota za Francją odbiera radość z pobytu w niezwykle malowniczym zakątku globu i nie pozwala w pełni korzystać z uroków życia. Aby czuć się choć trochę jak w domu, Marie stara się jak najczęściej gotować potrawy znad Sekwany. Zdradza też czytelnikom przepisy na francuskie przysmaki. Dzięki temu: „Sekrety francuskiej kuchareczki” to nie tylko ciekawa i bardzo zabawna pozycja o perypetiach sympatycznej emigrantki, ale i mini książka kucharska, z której pomocą przygotować możemy przeróżne rarytasy na nasz stół.

Życie prywatne i zawodowe Marie to lektura co najmniej tak „smaczna”, jak potrawy, których receptury znaleźć można w: „Sekretach francuskiej kuchareczki”. Książka w niezwykle wyrazisty i dowcipny sposób przedstawia dzieciństwo, nastoletnie lata i dorosłość francuskiej dziennikarki. Śledzimy jej dorastanie, edukację, zawirowania sercowe i pierwsze kroki w zawodzie. Nie sposób nie podziwiać dystansu, jaki ma do siebie autorka, opisując swoją codzienność, przygody, rozczarowania uczuciowe i wyzwania, których nie skąpi jej życie. Spora część książki poświęcona jest pobytowi w Australii i osobie Paula, kolegi po fachu, który zauroczył Marie i stał się ważną częścią jej życia. Jak ważną? Odpowiedź w: „Sekretach francuskiej kuchareczki”. Czy bohaterka zaaklimatyzuje się w kraju kangurów, rozwinie skrzydła, będzie doceniana przez szefostwo i jak skończą się jej kłopoty z wizą? O tym wszystkim przeczytacie w publikacji Wydawnictwa Kobiecego.

Czy warto sięgnąć po książkę? Kto lubi wszystko co francuskie, łącznie z tamtejszą kuchnią, nie powinien żałować czasu poświęconego na lekturę. Jej fabułę napisało samo życie, więc licznych zwrotów akcji w niej nie brakuje. „Sekrety francuskiej kuchareczki” to zajmujące, „lekkie”, relaksujące czytadło, przybliżające zwyczaje panujące we Francji i Australii. Jest barwne jak dzieła w Luwrze, wciągające jak nurt Sekwany, zwariowane jak Disneyland, romantyczne jak pocałunek francuski, pobudzające apetyt jak croissant. Zapewnia ponadto rozrywkę bez potrzeby opróżniania butelki szampana. Każda z czytelniczek odkryje na pewno jeszcze inne porównania po lekturze tym bardziej, że czytając „Sekrety francuskiej kuchareczki” nie można się nudzić.

Iwona Trojan
(iwona.trojan@dlalejdis.pl)

Marie - Morgane le Moel: „Sekrety francuskiej kuchareczki”, Białystok, Wydawnictwo Kobiece, 2016



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat