In vitro. Temat trudny, kontrowersyjny, wzbudzający burzliwe emocje. Daje nadzieję na rodzicielstwo, ale zapłodnienie pozaustrojowe nie jest zgodne z nauką Kościoła katolickiego, więc powoduje ogromne dylematy moralne wśród bezdzietnych, wierzących małżeństw. Taką właśnie parę poznajemy w „Śnieżynkach” , poruszającej powieści Liliany Fabisińskiej.
Monika i Mateusz latami starają się o dziecko. Bez skutku. Instynkt macierzyński bohaterki nie daje jednak za wygraną i sympatyczna pani urzędnik nieustannie marzy o potomstwie. Tym bardziej, że zegar biologiczny bezlitośnie tyka, a każdy dzień to coraz mniejsza szansa na zajście w ciążę. Dla marzenia o dziecku, Monika jest gotowa nagiąć wyznawane od dziecka zasady moralne i spróbować in vitro. Namawia do tego męża. Mateusz ma przed tym ogromne opory, ale z miłości do żony gotowy jest je przełamać.
W „Śnieżynkach” poznajemy także drugą parę, która zmaga się z problemem bezpłodności. Dagmara i Igor to świetnie uzupełniające się małżeństwo, wyzwolone, nowoczesne, ukierunkowane na karierę i korzystanie z przyjemności życia. Igorowi ani w głowie myśl o potomstwie, ale wie, że dziecka pragnie jego żona, więc zgadza się na wszelkie zalecenia lekarzy z kliniki leczenia niepłodności. Gdy wszystkie inne metody zajścia w ciążę zawodzą, pozostaje im in vitro. Wydaje się, że skoro żyją na wysokiej stopie i dobrze im się powodzi, nie będzie problemu z zapłodnieniem pozaustrojowym. Pojawiają się jednak komplikacje genetyczne i okazuje się, że jedynym sposobem na posiadanie potomstwa jest uzyskanie zamrożonych zarodków od kogoś obcego. Tylko dzięki temu Dagmara mogłaby zostać mamą.
Losy dwóch borykających się z bezpłodnością małżeństw splatają się ze sobą. Okazuje się, że Igor i Mateusz uczęszczali razem do szkoły. Panowie spotykają się przypadkiem w klinice leczenia bezpłodności, a potem znajomość zacieśnia się ponieważ zaprzyjaźniają się ze sobą ich żony. Łączy ich ten sam problem. Łączy, aby potem znowu podzielić. Najpierw jednak więź między bohaterami zacieśnia się. Dagmara i Monika wspierają się wzajemnie i trzymają kciuki za pojawienie się dwóch kresek na teście ciążowym. Podczas urodzin Mateusza, bohaterowie obiecują ofiarować sobie nawzajem nadprogramowe zarodki, aby pomóc drugiej stronie, w razie gdyby którejś z par powinęła się noga w staraniach o potomstwo. Spontaniczna obietnica przynosi jednak z czasem dużo więcej kłopotów niż pożytku. Zobowiązanie zostało jednak głośno wypowiedziane i nagrane. A jedna ze stron zażąda po pewnym czasie wywiązania się z niego.
Jak potoczą się losy bohaterów książki Liliany Fabisińskiej? Czy którejś z pań się poszczęści i spełni swoje marzenie o macierzyństwie? Do czego zdolny jest człowiek, by dopiąć swego? Jakie będą skutki przyjaźni zamienionej w gniew i chęć odwetu? Tego i dużo, dużo więcej dowiecie się ze „Śnieżynek”.
Niełatwo pisać o in vitro. Tym większe brawa dla pani Liliany za odwagę zmierzenia się z tym tematem. Powieść najbardziej poruszy oczywiście tych, którzy osobiście zmagają się z problemami w poczęciu dziecka albo mają kogoś takiego w swoim otoczeniu. Dla wszystkich innych czytelniczek jest to po prostu kolejna, ciekawa fabuła z wyrazistymi postaciami i problemem społecznym na pierwszym planie. Nie sposób bowiem zrozumieć do końca, co czuje kobieta, która nie może mieć dziecka, a pragnie tego ze wszystkich sił, jeśli samemu nigdy nie było się w takiej sytuacji. Jako czytelniczka, która zachowuje co do tego zagadnienia pełen dystans, wiem, że jeśli przeczyta powieść Liliany Fabisińskiej ktoś, kogo to zagadnienie bezpośrednio dotyczy, wywoła ona w nim zupełnie inne uczucia niż wśród czytelniczek, które nigdy nie miały powodu, by przekraczać mury klinik leczących bezpłodność.
Dobrze, że taka książka, jak „Śnieżynki” została napisana. Porusza bowiem problem, który dotyka wiele par. Pobudza do myślenia i dyskusji. Nie przechodzi się koło takich utworów obojętnie. Ich treść zbyt głęboko zapada w pamięć i serce. W końcu to o śnieżynkach. Ludzkich zarodkach, z których pojawić się na świecie może człowiek. Taki jak ja i jak ty. Pragnący żyć, kochać, spełniać się, być szczęśliwym, a w przyszłości być może samemu mieć dzieci. Bywa to jednak czasem bardzo, bardzo skomplikowane. I o tym są właśnie „Śnieżynki”.
Iwona Trojan
(iwona.trojan@dlalejdis.pl)
Liliana Fabisińska: „Śnieżynki”, Poznań, wydawnictwo Filia, 2015
Komentarze