Jeśli poszukujecie historii, która jest przesiąknięta mistycyzmem, dawnymi rytuałami, zabobonami, a do tego dzieje się w naszym rodzimym kraju, to bez wątpienia jest to pozycja dla Was.
Autorką książki „Szeptucha. Na ołtarzu ciszy” jest Blanka Kunicka. Poetka, prozaiczka i publicystka, a z wykształcenia plastyczka oraz kulturoznawczyni ze specjalnością historia sztuki. W swojej twórczości nawiązuje do klasycznych toposów, a metaforyka kosmiczna obok motywów kulturowych uwypukla wielowymiarowość ludzkiego życia rozdartego pomiędzy przeznaczeniem a przemijaniem, pomiędzy jawą a snem. Jej inspiracje wspomnianą tematyką czuć bardzo mocno w opowieści o Nawojce, niezwykłej dziewczynce, która posiada wyjątkowy dar. Żyje ona wraz z rodziną we wsi Łowce, gdzie wszystko, co inne, obce i niewytłumaczalne jest bardzo niemile widziane. Z tego też powodu rodzice dziewczynki otrzymują od miejscowych mieszkańców pewnego rodzaju ultimatum: albo przekażą Nawojkę do miejscowej szeptuchy Akaszy, albo grozi jej śmierć. Obdarzona niezwykłym darem dziewczynka, która słyszy i widzi zbyt dużo, zdecydowanie lepiej odnajduje się wśród zwierząt, aniżeli ludzi. Ostatecznie trafia pod skrzydła wspomnianej szeptuchy, ale los sprawia, że dziewczyna musi uciekać z wioski i zacząć żyć w lesie...
Osobiście mam bardzo duży sentyment do tej książki, gdyż sama interesowałam się przez pewien okres w życiu szeroko pojętymi rytuałami pogańskimi, słowiańskimi, dawnymi wierzeniami szczególnie w małych, polskich wioskach. Słyszałam od miejscowych osób o rytuałach związanych z pochówkami zmarłych, gdzie przykładowo zwłoki z rodzinnego domu wyprowadzano przez otwarte okno, aby duch zmarłego nie mógł powrócić i prześladować pozostałych domowników. Z tego powodu „Szeptucha. Na ołtarzu ciszy” pochłonęła mnie całkowicie. Autorka książki mocno inspiruje się folklorem, przywołuje fragmenty Pisma Świętego, modlitwy, ale także zaklęcia i opisy dawnych rytuałów, które są bardzo jasno i klarownie wyjaśniane w przypisach. Dzięki temu możemy od razu dowiedzieć się, czego one dotyczą i na czym polegają. Dla mnie bardzo ważny był również element zwracający uwagę na relacje człowieka z przyrodą. Dzięki temu możemy przejrzeć się jak w lustrze i zobaczyć jak głęboko są w nas zakorzenione pierwotne instynkty, niejednokrotnie nazywane przez nas zwierzęcymi. Realne opisy, którymi karmi nas autorka, są bardzo naturalistyczne. Gdy czytałam fragment o znalezionej przez Nawojkę martwej kobiecie wraz z noworodkiem pośród lasu, sugestywny opis przywołał u mnie obrazy, które długo pozostawały w pamięci.
Jest natomiast w tej historii coś, co mnie rozczarowało. Zaczynając czytać książkę, byłam wręcz pewna, że jest to zamknięta całość. Tymczasem fabuła kończy się w sposób sugerujący kolejną część. To nawet nie sugestia, a konieczność dalszej opowieści. Stąd mój ogromny zawód. Można go też przekuć w pozytyw, bowiem będę miała okazję ponownie spotkać się z bohaterami. Niestety nie wiem kiedy. Nie lubię niedokończonych opowieści, szczególnie jeśli od początku o tym nie wiem, a apetyt rośnie w miarę jedzenia. Nagle jedzenie się kończy, nie mam uczucia sytości, a głód wzrasta z upływem czasu do tego stopnia, że robię się zła. To właśnie taki zwierzęcy instynkt, który budzi się we mnie. Sprawia on, że aby przetrwać, poszukuję innego zaspokojenia swojej potrzeby, w postaci np. innej książki.
„Szeptucha. Na ołtarzu ciszy” na pewno zasługuje na uwagę i warto po nią sięgnąć, chociażby ze względu na wątki folklorystyczne czy metafizyczne. Poza tym może właśnie dzięki poznaniu tych elementów, odkryjemy różne, ukryte znaczenia w dzisiejszym, codziennym życiu?
Joanna Sieg-Ulanowicz
(joanna.sieg-ulanowicz@dlalejdis.pl)
Bianka Kunicka, „Szeptucha. Na ołtarzu ciszy”, Skarpa Warszawska, Warszawa, 2024.
Komentarze