„Tajemnica pustego kufra. Świąteczne śledztwo” – recenzja

Recenzja książki „Tajemnica pustego kufra. Świąteczne śledztwo”.
Intryga bez intrygi.

Boże Narodzenie już za nami, ale to nie znaczy, że musimy żegnać się z świątecznym klimatem, który pomaga nam zachować m.in. literatura. Za mną już pięć książek mniej lub bardziej utrzymanych w świątecznej aurze. Miałam już do czynienia z komedią kryminalną, ale „Tajemnica pustego kufra. Świąteczne śledztwo” Mary Kelly jest pierwszym i zarazem ostatnim czystym kryminałem tego sezonu.

Autorka Mary Kelly żyła w latach 1927-2017 i zgodnie z okładkowym biogramem znana jest przede wszystkim z serii o Bretcie Nightingale’u, który jest również protagonistą „Tajemnicy pustego kufra…”. Powieść, w oryginale zatytułowana znacznie bardziej spoilerowo „The Christmas Egg. A Seasonal Mystery”, została wydana po raz pierwszy w 1958 roku i w tym roku doczekała się polskiego przekładu w wykonaniu Anny Kłosiewicz.

Akcja książki rozpoczyna się dwudziestego drugiego grudnia w Londynie, a konkretniej jego podrzędniejszej dzielnicy. W jednym z wynajmowanych mieszkań zostaje znalezione ciało sędziwej kobiety, która okazuje się rosyjską księżną Olgą Karuchin. Mimo iż odpychające otoczenie na to nie wskazuje, denatka wcale nie przymierała głodem, ale posiadała kufer pełen kosztowności. Ich kradzież zostaje uznana za najbardziej prawdopodobny motyw morderstwa, a więc ich odnalezienie ma być tożsame z ujawnieniem tożsamości sprawcy.

Autorka teoretycznie próbuje sprawę zagmatwać, dorzucając np. wątek komunistów czyhających na życie i majątek Olgi, czy rozwlekając do granic możliwości wszelkie możliwe dygresje, konwersacje i opisy. Jeśli jednak pozbyć się tych ozdobników, cała historia jest banalnie prosta i zupełnie pozbawiona napięcia, nawet biorąc pod uwagę fakt, iż ktoś ciągle traci przytomność. Zupełnie nie polubiłam się z mocno gawędziarskim stylem Mary Kelly, ani wykreowanymi przez nią postaciami. Prawdę mówiąc, Nightingale to dla mnie daleki kuzyn Wistinga z serii Jørna Liera Horsta, to znaczy zupełnie nie wiem, czemu ktoś tak szary i niewyróżniający się zostaje najpierw oddelegowany do grania pierwszych skrzypiec, a potem zostaje na scenie na kolejne występy.

Same święta są w zasadzie ozdobnikiem, ewentualnie wytłumaczeniem braków kadrowych w policji, nie można powiedzieć, że treść jest przesiąknięta bożonarodzeniową aurą. Książka nie jest długa. Liczy bowiem około 270 stron, przy czym zamiast rozdziałów mamy podział na trzy dni (22-24 grudnia), co moim zdaniem również wpływa negatywnie na tempo czytania i płynącą z niego przyjemność.

Być może „Tajemnica…„ bardziej podpasuje fanom staromodnych czytadeł albo osobom, które w okresie świąteczno-noworocznym nie szukają zbyt skomplikowanych rozwiązań fabularnych.

Izabela Fidut
(izabela.fidut@dlalejdis.pl)

„Tajemnica pustego kufra. Świąteczne śledztwo”, Mary Kelly, Wydawnictwo Zysk i S-ka, Poznań, 2022r.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat