„Turyści Polservisu” - recenzja

Recenzja książki „Turyści Polservisu”.
Trzy lata pewnego Polaka w Algierii. Praca z niesfornymi studentami, zwiedzanie, nowe znajomości, zakrapiane wieczory, upały, skorpiony, wesele na pustyni i mnóstwo zawirowań codzienności.

Afryka północna. Miasto Laghouat. To właśnie tu, trzy lata jako nauczyciel akademicki spędził Jan, główny bohater książki: „Turyści Polservisu”. Aby poprawić swój byt materialny, opuszcza na kilka lat Ojczyznę. W roku 1988 trafia do Algierii, państwa około osiem razy większego od Polski. Z pozoru to kraj trzeciego świata, ale czy rzeczywiście? „W sklepach było wszystko, oprócz wieprzowiny”, a zarobki były o wiele wyższe niż w kraju nad Wisłą. PRL-owska rzeczywistość nie miała zaś zbyt wielu argumentów zachęcających do cieszenia się życiem w jedynym, słusznym ustroju. Bohater nie szczędzi więc sił i starań, by władze zezwoliły mu na wyjazd w odległe strony.

Edukowanie studentów Uniwersytetu Technicznego na Czarnym Lądzie nie było jednak łatwe. Jan musiał wygłaszać wykłady w języku francuskim, wykonywać pracę za kilka osób i radzić sobie z ciągle buntującą się młodzieżą. „Każdorazowo, prowadząc wykład czuję się jak treser dzikich zwierząt w cyrku”. Zmorą bohatera był także nieprzyjazny klimat, nagminnie psujący się samochód, zawirowana polityczne w regionie oraz np. groźne pajęczaki: „Niedawno zginął u nas mały chłopiec. Grał na bosaka w nogę, a gdy po grze wsadzał tenisówkę na nogę, skorpion go załatwił”.

Jan umila sobie czas pobytu w Afryce, jak tylko może. „Przygotował wielki garnek bigosu i parę butelek wina”. „Przerwę w zajęciach koledzy wykorzystywali na grę w tenisa”. „W celu pogłębienia integracji Jan postanowił – z okazji przybycia Ewy – urządzić bal zapoznawczo – karnawałowy”.

Bohater nie tylko poznaje nowe zakątki Czarnego Lądu i miejsc, gdzie spędza wakacje, ale gdziekolwiek się znajduje, stara się integrować towarzystwo i zgłębiać afrykańskie tradycje. „W dziwny rytm tej muzyki tańczyli mężczyźni, a ich partnerkami były strzelby”.

„Turyści Polservisu” to subiektywny przewodnik – pamiętnik Jerzego Sobolewskiego po Algierii. Nie brak w nim egzotyki, barwnych opisów wydarzeń, wychodzenia obronną ręką z najtrudniejszych sytuacji, humoru, ludzkich interakcji, komentarzy autora dotyczących rzeczywistości i tego wszystkiego, co niesie czasem człowiekowi życie. Książka przybliża tajemniczy, afrykański kraj, o którym przeciętny Polak nie wie z reguły zbyt dużo. Tym bardziej więc warto do niej sięgnąć. Publikację dopełniają zdjęcia, które pomagają wczuć się w przeżycia głównego bohatera. Osobiście nużyły mnie trochę opisy licznych, zakrapianych spotkań towarzyskich, w których brał udział Jan, ale po za tym „Turyści Polservisu” są lekturą, od której czytelnikom lubiącym poszerzać swoje horyzonty - trudno się oderwać. Dzięki Jerzemu Sobolewskiemu przenosimy się bowiem do Algierii końca XX wieku i zyskujemy możliwość literackiej podróży po tym państwie. Bystre oko autora uchwyciło tam wiele interesujących widoków i szczegółów, których naprawdę szkoda przegapić.

Iwona Trojan
(iwona.trojan@dlalejdis.pl)

Jerzy Z. Sobolewski: „Turyści Polservisu”, Gdynia, wydawnictwo Novae Res, 2016



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat