„Widzialna ciemność” – recenzja

Recenzja książki „Widzialna ciemność”.
„Potrafił znikać. Potrafił stawać się niewidzialny jak zwierzę. Posiadał także inne umiejętności".

Po Williama Goldinga pierwszy raz sięgnęłam lata temu, będąc w liceum. Pamiętam, jakie wrażenie zrobił na mnie „Władca much”. Powieść niepokojąca, wnikliwie portretująca ludzką naturę. Poszczególne sceny z tej książki zostały ze mną na lata. Z tym większą ciekawością sięgnęłam niedawno po inną książkę autora – „Widzialną ciemność”. Nie byłam pewna, czego się spodziewać, choć podejrzewałam, że może to być intensywne czytelnicze doznanie.

„Widzialna ciemność” to opowieść o  trójce bohaterów: Mattym i siostrach Sophie i Toni. Matty jako chłopiec cudem przeżywa tragedię, ale wychodzi z niej naznaczony – zarówno na duszy, jak i na ciele. To sprawia, że bardzo trudno jest mu się odnaleźć w świecie, a bardzo łatwo przypiąć mu latkę społecznie wykluczonego. Sophie i Toni również nie miały wymarzonego dzieciństwa i być może przez to wybrały tak różne sposoby na życie. Jedna z nich pozuje się na femme fatale, drugiej jest bardziej po drodze z terroryzmem. Historie tych bohaterów łączą się, przeplatają, ukazując przygnębiający, szary obraz świata. Już tak nakreślone sylwetki bohaterów sugerowały, że nie będzie łatwo. I nie było. Lektura nie należy do relaksujących, z kilku zasadniczych powodów.

Po pierwsze oczywiście z uwagi na samą tematykę. To książka gęsta od mroku (i pod tym względem przypomina trochę „Władcę much”, choć sama dynamika opowieści, akcenty, tło, są zupełnie inne). William Golding po raz kolejny udowadnia, jak wiele lepkiego zła kryje się w ludziach, jak niewiele czasem wystarcza, żeby to zło wypełzło na ulice i jak trudno się później z niego umyć.

Po drugie – niejednoznaczność. Lektura tej książki wzbudza dyskomfort, bo z jednej strony możemy nie zgadzać się z decyzjami bohaterów, to jednak to, co o nich wiemy (i to, czego nie wiemy) sprawia, że problemtyczne staje się ich ocenianie. I nawet jeśli chciałoby się kibicować jakimś bohaterom, to z książki przebija taki smutek i pesymizm, że nasze pozytywne uczucia są własciwie duszone w zarodku.

Po trzecie – sama forma, w jakiej ta książka została napisana. W „Widzialnej ciemności” nie mamy przejrzystej, przewidywalnej konstrukcji. Powiedziałabym, że momentami narracja jest dość chaotyczna, tak jakby autor próbował złapać wszystkie swoje myśli. To sprawia, że nie można podchodzić do tej lektury bez skupienia i koncentracji tylko na jej treści. W przeciwnym wypadku bardzo łatwo jest się zagubić (mi się parę razy zdarzyło, że musiałam cofnąć się o stronę lub dwie).

„Widzialna ciemność” zajmuje zasłużone miejsce w mojej biblioteczce tuż obok „Władcy much” (dzięki wznowienu książek Williama Goldinga przez Wydawnictwo Zysk i S-ka, książki zyskały oryginalną, przyciągającą wzrok oprawę – jestem fanką projektu okładki autorstwa Macieja Wolańskiego).

AP
(biuro@dlalejdis.pl)

William Golding, „Widzialna ciemność”, Wydawnictwo Zysk i S-ka, Poznań 2023



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat