Już sam tytuł działa jak zaproszenie – proste zdanie, a jednocześnie manifest: każdy człowiek ma znaczenie, każda historia zasługuje na uwagę.
Książka opiera się na koncepcji liczenia, lecz nie w tradycyjnym, matematycznym sensie. Liczenie staje się tu pretekstem do poznawania ludzi. Na pierwszych stronach widzimy różne postaci: dzieci, dorosłych, starszych, osoby o różnych kolorach skóry, zawodach, stylach ubierania się. Z pozoru anonimowy tłum szybko zamienia się w galerię indywidualności. Autorka wybiera jedną osobę, opowiada o niej kilka zdań, po czym przechodzi do kolejnej, powiązanej z poprzednią. To jak delikatne pociągnięcie nitki, które prowadzi do rozwinięcia całej, misternie utkanej sieci zależności.
Warstwa graficzna zachwyca rozmachem i detalem. Ilustracje są pełne barw, dynamiczne, a jednocześnie przejrzyste. Każda rozkładówka przypomina mapę miasta widzianą z lotu ptaka – roi się od postaci i mikrohistorii. Czytelnik może śledzić jedną z nich, jakby prowadził małe śledztwo, albo może dać się porwać wizualnemu rytmowi. Rysunki mają w sobie coś z komiksu i coś z wielkoformatowej panoramy, w której każdy element ma znaczenie. To książka, którą się ogląda długo, wraca do niej, odkrywa nowe szczegóły – jakby była labiryntem zbudowanym z ludzkich losów.
Ciekawostką jest fakt, że publikacja została wyróżniona Nagrodą Literacką Rady Nordyckiej dla Literatury Dziecięcej i Młodzieżowej, co potwierdza jej uniwersalność i artystyczną wartość. Jednak nagrody to tylko dodatek – prawdziwą siłą tej książki jest sposób, w jaki mówi o świecie. Nie moralizuje, nie poucza. Zamiast tego pokazuje, że życie to nieustanny ruch, zmiana i splątanie ścieżek. Jedna dziewczynka zgubiła klucz, ktoś inny właśnie się zakochał, jeszcze ktoś inny marzy o podróży. Każda postać to osobny wszechświat.
Język książki jest oszczędny, lecz precyzyjny. Zdania są krótkie, rytmiczne, momentami niemal reporterskie. Tłumaczenie Mileny Skoczko-Nakielskiej oddaje tę klarowność, zachowując naturalność i lekkość. Tekst działa jak reflektor – oświetla wybraną postać, po czym przesuwa światło dalej. Dzięki temu czytelnik nie gubi się w natłoku informacji, choć wizualnie książka jest bogata. Słowa i obrazy współpracują ze sobą harmonijnie, jak dwa instrumenty grające ten sam motyw.
Metaforycznie można powiedzieć, że „Wszyscy się liczą” to kalejdoskop: wystarczy lekko nim poruszyć, by zobaczyć nowy układ barw i znaczeń. To także przypomnienie, że społeczeństwo jest jak orkiestra – nawet najcichszy instrument wpływa na brzmienie całości. Autorka z czułością pokazuje różnorodność: kulturową, pokoleniową, społeczną. Nie ocenia, lecz obserwuje. Ta perspektywa buduje w młodym czytelniku empatię i ciekawość świata.
Książka może stać się punktem wyjścia do rozmów o tożsamości, marzeniach, relacjach. Uczy uważności – patrzenia na ludzi nie jak na anonimowy tłum, lecz jak na zbiór niepowtarzalnych historii. W świecie, który często przyspiesza i upraszcza, to cenna lekcja.
„Wszyscy się liczą” to publikacja piękna wizualnie i mądra w treści. Zachwyci dzieci, ale równie mocno poruszy dorosłych. Polecam ją rodzinom, nauczycielom i wszystkim, którzy chcą na chwilę zatrzymać się i zobaczyć w drugim człowieku coś więcej niż tylko mijaną twarz.
Joanna Sieg-Ulanowicz
Kristin Roskifte, „Wszyscy się liczą”, Wydawnictwo Dwie Siostry.
Komentarze