„Wszyscy się liczą” – recenzja

Recenzja książki „Wszyscy się liczą”.
„Wszyscy się liczą” to niezwykła książka autorstwa Kristin Roskifte, w tłumaczeniu Mileny Skoczko-Nakielskiej, która udowadnia, że literatura dziecięca może być jednocześnie zabawą, filozoficzną refleksją i artystycznym doświadczeniem.

Już sam tytuł działa jak zaproszenie – proste zdanie, a jednocześnie manifest: każdy człowiek ma znaczenie, każda historia zasługuje na uwagę.

Książka opiera się na koncepcji liczenia, lecz nie w tradycyjnym, matematycznym sensie. Liczenie staje się tu pretekstem do poznawania ludzi. Na pierwszych stronach widzimy różne postaci: dzieci, dorosłych, starszych, osoby o różnych kolorach skóry, zawodach, stylach ubierania się. Z pozoru anonimowy tłum szybko zamienia się w galerię indywidualności. Autorka wybiera jedną osobę, opowiada o niej kilka zdań, po czym przechodzi do kolejnej, powiązanej z poprzednią. To jak delikatne pociągnięcie nitki, które prowadzi do rozwinięcia całej, misternie utkanej sieci zależności.

Warstwa graficzna zachwyca rozmachem i detalem. Ilustracje są pełne barw, dynamiczne, a jednocześnie przejrzyste. Każda rozkładówka przypomina mapę miasta widzianą z lotu ptaka – roi się od postaci i mikrohistorii. Czytelnik może śledzić jedną z nich, jakby prowadził małe śledztwo, albo może dać się porwać wizualnemu rytmowi. Rysunki mają w sobie coś z komiksu i coś z wielkoformatowej panoramy, w której każdy element ma znaczenie. To książka, którą się ogląda długo, wraca do niej, odkrywa nowe szczegóły – jakby była labiryntem zbudowanym z ludzkich losów.

Ciekawostką jest fakt, że publikacja została wyróżniona Nagrodą Literacką Rady Nordyckiej dla Literatury Dziecięcej i Młodzieżowej, co potwierdza jej uniwersalność i artystyczną wartość. Jednak nagrody to tylko dodatek – prawdziwą siłą tej książki jest sposób, w jaki mówi o świecie. Nie moralizuje, nie poucza. Zamiast tego pokazuje, że życie to nieustanny ruch, zmiana i splątanie ścieżek. Jedna dziewczynka zgubiła klucz, ktoś inny właśnie się zakochał, jeszcze ktoś inny marzy o podróży. Każda postać to osobny wszechświat.

Język książki jest oszczędny, lecz precyzyjny. Zdania są krótkie, rytmiczne, momentami niemal reporterskie. Tłumaczenie Mileny Skoczko-Nakielskiej oddaje tę klarowność, zachowując naturalność i lekkość. Tekst działa jak reflektor – oświetla wybraną postać, po czym przesuwa światło dalej. Dzięki temu czytelnik nie gubi się w natłoku informacji, choć wizualnie książka jest bogata. Słowa i obrazy współpracują ze sobą harmonijnie, jak dwa instrumenty grające ten sam motyw.

Metaforycznie można powiedzieć, że „Wszyscy się liczą” to kalejdoskop: wystarczy lekko nim poruszyć, by zobaczyć nowy układ barw i znaczeń. To także przypomnienie, że społeczeństwo jest jak orkiestra – nawet najcichszy instrument wpływa na brzmienie całości. Autorka z czułością pokazuje różnorodność: kulturową, pokoleniową, społeczną. Nie ocenia, lecz obserwuje. Ta perspektywa buduje w młodym czytelniku empatię i ciekawość świata.

Książka może stać się punktem wyjścia do rozmów o tożsamości, marzeniach, relacjach. Uczy uważności – patrzenia na ludzi nie jak na anonimowy tłum, lecz jak na zbiór niepowtarzalnych historii. W świecie, który często przyspiesza i upraszcza, to cenna lekcja.

„Wszyscy się liczą” to publikacja piękna wizualnie i mądra w treści. Zachwyci dzieci, ale równie mocno poruszy dorosłych. Polecam ją rodzinom, nauczycielom i wszystkim, którzy chcą na chwilę zatrzymać się i zobaczyć w drugim człowieku coś więcej niż tylko mijaną twarz.

Joanna Sieg-Ulanowicz

Kristin Roskifte, „Wszyscy się liczą”, Wydawnictwo Dwie Siostry.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat