10-dniowa darmowa objazdowa wakacyjna wycieczka po Irlandii wydaje się, na pozór, fantastycznym prezentem od losu. Biorący udział w wyprawie bohaterowie szybko jednak przekonują się, że o spokojnym wypoczynku i beztroskim zwiedzaniu unikalnych zabytków, można tylko pomarzyć. Nie dość, że pogoda kapryśna, notorycznie pada i wieje, serwowanym jedzeniem można się bardzo łatwo zatruć, a obiekty noclegowe i środek transportu pozostawiają wiele do życzenia, to jeszcze z towarzyszami podróży trudno się dogadać. Czarę goryczy przelewać jednak zaczynają śmiertelne wypadki, które dotykają co po niektórych uczestników irlandzkiego tripu. Czy wśród urlopowiczów z Polski grasuje seryjny morderca? Jak z niesfornymi podopiecznymi i niespodziewanymi zgonami w pracy poradzi sobie pilot oryginalnej wycieczki na Zieloną Wyspę? Czy pozostali przy życiu członkowie „Szmaragdowej Przygody” wrócą do kraju zadowoleni i w dobrych humorach? Odpowiedzi w powieści.
„Zbrodnia po irlandzku” to ciekawa, wciągająca, klimatyczna historia od której ciężko się oderwać. Autorka zadbała o to, by w utworze nie było monotonii ani stagnacji; w książce ciągle więc coś się dzieje. Fabuła jest tak skonstruowana, że chyba nawet sam Sherlock Holmes miałby problem ze wskazaniem tego, kto odpowiada za podejrzane wypadki, które mają miejsce podczas „Szmaragdowej Przygody”. Dlaczego? Kto doczyta do końca, sam się o tym przekona. Publikacja pełna jest zadziwiających zwrotów akcji, absurdu, humoru, satyry, emocji bohaterów.
Niekwestionowanym atutem tej pozycji literackiej jest plan 10-dniowego pobytu w Irlandii. Jeśli ktoś z czytelników, po zgłębieniu perypetii wykreowanych przez Aleksandrę Rumin postaci, miałby ochotę wybrać się na Zieloną Wyspę, może posiłkować się listami atrakcji do zobaczenia, zaproponowanymi przez pomysłodawczynię tej trzymającej w napięciu, rozbrajającej i wyrazistej książki. Może zobaczyć dzięki temu fascynujące zakątki Irlandii, bez długiego zastanawiania się, w które miejsca warto się wybrać.
Kto lubi lektury w których obecny jest czarny humor i wybuchowa mieszanka charakterów, w których autor mruga raz po raz okiem do czytelnika, serwując mu barwną i nieszablonową historię, powinien po lekturze: „Zbrodni po irlandzku” być zadowolony. No chyba, że wykonuje akurat zawód pilota wycieczek. Wtedy lektura utworu Aleksandry Rumin może nieco popsuć mu dzień.
Bardzo dużo o książce mówi sama jej okładka. Jeśli więc przykuje ona Waszą uwagę i zachęci do otwarcia publikacji, jest szansa, że i treść: „Zbrodni po irlandzku” zadowoli Wasze czytelnicze gusta. Zwłaszcza jeśli uraczycie się w trakcie czytania kapeczką jakiegoś tradycyjnego irlandzkiego trunku. Polecam.
Iwona Trojan
(iwona.trojan@dlalejdis.pl)
Aleksandra Rumin, „Zbrodnia po irlandzku”, wydawnictwo Initium, Kraków 2019
Komentarze