„Dysocjacja” – recenzja

Recenzja książki „Dysocjacja”.
Opowieść z pogranicza jawy i snu przeplatana myślą egzystencjalną.

Istnieją książki dosłowne. Mogą być przygodowe, komediowe lub mrożące krew w żyłach. Bez względu na gatunek przedstawiają opowieść linearną, płynącą stabilnie mniej więcej na jednej głębokości. Są jednak książki takie jak „Dysocjacja” Artura Miłonia. Nawet jeśli płyną linearnie od początku do końca, ważniejsze jest w nich to, że fabuła odbywa się w głąb. Miesza jawę i sen, realizm i fantazję, przemyślenia filozoficzne i egzystencjalne. W takich książkach opowieść rozgrywa się w kilku wymiarach, a czytelnik zwykle sam interpretuje, gdzie znajduje się w danym momencie. Czasem poznaje wizję autora na końcu książki, a czasem – chociażby gdy zakończenie jest otwarte lub zagadkowe – nie.

Powieści z tej drugiej grupy zajmują w moim sercu specjalne miejsce, choć nieczęsto na nie trafiam. Gdy zaczęłam czytać „Dysocjację”, na myśl przyszły mi trzy pozycje: „Uresko duga noc” Bartłomieja Szmytkowskiego oraz duet „Pętliczek” i „Pożycie” Piotra Brencza. Mimo iż we wspomnianej trójce pretekstem do podróży w głąb poniekąd jest alkohol – w „Dysocjacji” zaś coś innego, ale nie zamierzam zdradzać co – łączy je wędrówka, wałęsanie się, odkrywanie nowych przestrzeni realnych i umysłowych.

Lubię również powieści, których fabułę poznaję z pozycji głowy głównego bohatera. Czytając je, wiem o rzeczywistości tylko to, co sądzi o niej bohater i w jaki sposób ją interpretuje. Na dodatek, kiedy ciąg wydarzeń jest na tyle nietypowy, iż nie da się przewidzieć, co nastąpi w kolejnych rozdziałach, nie pozostaje mi nic innego, jak tylko płynąć wraz z opowieścią, być zawsze tu i teraz. Takie doświadczenia zapewniła mi również „Dysocjacja”.

Zagubienie i niezrozumienie przez bohatera sytuacji, w jakiej się znalazł, to idealny pretekst do kopania w głąb opowieści. Ale nie jedyny! Kolejnym są spotykane przez niego postacie: zarówno te potencjalnie realne, jak i te wyobrażone w miejscu zwanym WishBarem. Jedne są ważne same w sobie – np. starzec – inne z kolei niejako służą do wprowadzenia nowej dawki informacji lub podkreślenia absurdu sytuacji. Dobrym przykładem wprowadzania dawki absurdu mogą być wszystkie osoby zwracające się do głównego bohatera „P dziewiętnaście”. Skądinąd przez tego typu absurdalne szczegóły przez większą część książki nie byłam pewna, czy miejsce, w którym rzekomo znajdował się bohater, było realne, czy tylko wyobrażone. Oczywiście, żeby nie psuć Ci niespodzianki, nie zdradzę rozwiązania.

„Dysocjacja” może być książką dla osób, które lubią pogubić się w fabule i w efekcie porzucić oczekiwania, dać się ponieść, otworzyć się na możliwości. Może być również książką dla czytelników ceniących rozmyślania egzystencjalne. Jeżeli potrafisz i chcesz na czas lektury wyzbyć się oczekiwania łatwych, szybkich i jednoznacznych rozwiązań, ta pozycja czeka na Ciebie.

Olga Kublik
(olga.kublik@dlalejdis.pl)

Artur Miłoń, „Dysocjacja”, BookEdit, Kiełpin, 2025.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat