Wydawnictwo MG konsekwentnie rozwija swoją serię, w której przypomina twórczość Leopolda Tyrmanda. Po takich tytułach jak „Gorzki smak czekolady Lucullus”, „Zły”, „Dziennik 1954” przyszedł czas na „Tyrmanda warszawskiego” – książkę może mniej oczywistą, ale równie ciekawą.
Tym razem na pierwszy plan wysuwa się nie tyle jeden bohater, ile całe miasto. Warszawa – jeszcze nie do końca podniesiona z ruin – staje się tutaj główną postacią. To miasto w trakcie odbudowy, pełne sprzeczności, prowizorek i ambicji, które Tyrmand obserwuje z właściwą sobie przenikliwością.
Co ważne, książka opiera się na tekstach publikowanych pierwotnie w powojennej prasie – m.in. na łamach „Przekroju”, „Tygodnika Powszechnego” i „Stolicy” w latach 1947–1956, często podpisywanych przez autora pseudonimem Jan Andrzej. Dzięki materiałom Biblioteki Narodowej możemy dziś wrócić do tych artykułów w uporządkowanej formie.
Leopold Tyrmand w swoich felietonach porusza sporo tematów, tworząc obraz powojennej Warszawy jako miasta żywego, ale też pełnego napięć i sprzeczności. Pisze o szyldach psujących estetykę odbudowywanego miasta i o wszechobecnym kurzu, który utrudnia codzienne życie – do tego stopnia, że staje się on tłem dla anegdoty o niedoszłych zaręczynach.
Dużo miejsca autor poświęca architekturze. Z uznaniem mówi o zachowaniu krzywizny Nowego Światu, traktując ją jak „nowy prezent” od miasta, o którym chce się rozmawiać i który warto odkrywać. Jednocześnie podkreśla, że odbudowa Warszawy nie musi być wiernym odtworzeniem przeszłości – daje przestrzeń na zmiany, ale postuluje też więcej światła i przestrzeni, zamiast ciasnej, przytłaczającej zabudowy.
W „Tyrmandzie warszawskim” nie brakuje też bardziej codziennych obserwacji, jak apel o to, by nie niszczyć trawników czy krytyczne spojrzenie na młodzieżową modę dresową. Obok tego pojawiają się refleksje kulturowe: opis powstania zespołu „Mazowsze”, relacje z wystaw sztuki czy wspomnienie o śmierci George’a Bernarda Shawa, którego Tyrmand traktuje jako symbol.
Ważnym motywem są także warszawskie tramwaje – dla autora nie tylko środek transportu, ale znak życia miasta, które powoli wraca do normalności. W tle przewija się również temat mieszkań: małych, powtarzalnych, urządzanych według jednego schematu, co prowadzi do gorzkiej obserwacji o drobnomieszczańskiej modzie. I tu pojawia się pytanie, które naturalnie wybrzmiewa także dziś: czy naprawdę tak wiele się zmieniło?
Autor pozostaje wierny swojemu gawędziarskiemu stylowi. Nie ma tu sztywnej narracji ani jednego dominującego wątku – zamiast tego dostajemy mozaikę tematów. Tyrmand pisze o sporcie, architekturze, codziennym życiu, ale też o teatrze i kinie.
„Tyrmand warszawski” to przede wszystkim spacer po mieście, które dopiero się składa – trochę z ruin, trochę z pomysłów na przyszłość. Z felietonów Leopolda Tyrmanda wyłania się Warszawa żywa, chaotyczna, momentami zabawna, a chwilami zaskakująco aktualna.
I właśnie w tym tkwi największa siła tych tekstów – mimo że opisują rzeczywistość sprzed dekad, to wiele obserwacji bez problemu można przenieść do dzisiejszej rzeczywistości. Estetyka miasta, sposób życia, relacja ludzi z przestrzenią – wszystko to wciąż brzmi znajomo.
Sylwia Wasin
Leopold Tyrmand, „Tyrmand warszawski”, Wydawnictwo MG, Kraków, 2026.
Komentarze