Chociaż uwielbiam malownicze pejzaże Skandynawii, jej chłodny, ale zarazem tchnący świeżością klimat i współczesny styl życia, nigdy nie byłam wielką fanką Wikingów, ani ich mitologii.
Tak zagmatwanej, pełnej bólu i rozpaczy książki jeszcze chyba nigdy nie czytałam. „Hotel na Rozdrożu” jest pierwszą, w czasie której zastanawiałam się, czy może być jeszcze gorzej.
Nie będzie to chyba dużym spoilerem i zaskoczeniem, jeśli napiszę, że ostatni tom „włoskiej trylogii” przyniesie bohaterce upragniony spokój, cudownego mężczyznę u boku i masę świetnego jedzenia.
W pewien sobotni wieczór oglądałam film „Osada”. Nie przepadam za horrorami, ale po przeczytaniu opisu doszłam do wniosku, że może uda mi się wytrwać do końca.
Zbliżają się wakacje, a to oznacza, że rozpoczyna się sezon podróżowania. Nie ważne samochodem, pociągiem czy samolotem. Ważne, aby w podręcznym bagażu zmieścić najnowszą książkę Olgi Rudnickiej.
Tak jak nie ma idealnych ludzi, tak też nie ma idealnych małżeństw. Związek dwojga osób to niezwykle skomplikowane przedsięwzięcie, wymagające często zarządcy i ogromnych pokładów dobrych chęci.
Banalne historie o miłości. W rzeczywistości, przeżyte na własnej skórze i odczuwane gęsią skórką na przedramionach okazują się najważniejszą sprawą w całym wszechświecie, jakkolwiek jest on ogromny.
Jeśli choć raz zdarzyło ci się pomyśleć, o co mu właściwie chodzi, to bez zastanowienia powinnaś sięgnąć po niezwykle ciekawą swego rodzaju instrukcję obsługi faceta. Miłe zaskoczenie murowane!
Mityczna kraina, boskie ingerencje, przyjaźń i trudna miłość – przepis na przyjemną książkę gotowy.
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat